Strona główna | Nowe zdjęcia | Kategorie | Mapa zdjęć | Komentarze
O galerii | Regulamin | TOP 100 | Użytkownicy | Kontakt
Rejestracja | Zapomniałem hasła | Autologowanie »

Strona główna ›› Kolej ›› Koleje zagraniczne ›› Estonia - EST ›› Rozdział 17. Agent Normik

Rozdział 17. Agent Normik

To zdjęcie zostało automatycznie zmniejszone. Kliknij na obraz aby zobaczyć w pełnej rozdzielczości (1800x1160).

Rozdział 17. Agent Normik
Opis: 11.02.2025. 2ТЭ116-1366 z pociągiem Orlean. Widok z samochodu Matiasa. Pomysł na to ujęcie pojawił się u mnie od razu, gdy tylko zobaczyłem tę zawieszkę. Początkowo plan był sfotografować w ten sposób 2ТЭ25КМ, ale niestety.

---------------

Pierwszy rozdział: https://wrphoto.eu/details.php?image_id=60242
Poprzedni rozdział: https://wrphoto.eu/details.php?image_id=61684

Wszystkie imiona i wydarzenia w utworze są fikcyjne - wszelkie podobieństwa do rzeczywistych osób i zdarzeń są przypadkowe.

---------------
**Rozdział 17. Agent Normik**

04.04.2025

Siedziałem na drewnianym taborecie w długim korytarzu z gabinetami. Nic mi nie wyjaśnili, po prostu przyprowadzili mnie do pierwszego korpusu i kazali czekać na korytarzu, zostawiając bez straży. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem.
Jedne z drzwi się otworzyły, wyszedł z nich operacyjny i wykonał zapraszający gest.

– No proszę, kogo ja widzę! – zawołałem ze zdziwieniem.

W pokoju siedzieli łysy i brodaty.

– Co, nie spodziewałeś się? – złośliwie spytał brodaty.
– Mało powiedziane. – Usiadłem przy stole i rozejrzałem się. – A adwokata nie będzie?
– To nie przesłuchanie. To taka... przyjacielska rozmowa. – Mrugnął. – A nawet jeśli przesłuchanie, to przecież nie jesteśmy z policji, co za różnica?

Wbiłem wzrok w okno. Za nim rosło drzewo.

– A ty, jak widzę, zacząłeś przypominać człowieka. Jak sprawy, jak życie?
– A życie... normalnie, nawet bardzo dobrze. – Demonstracyjnie rozwaliłem się na krześle. – Ostatnio przenieśli mnie do nowej chaty, prawie eksponat muzealny. Szkoda tylko, że widoczek z okna taki sobie. To wasza robota?
– Słyszeliśmy, słyszeliśmy! – roześmiał się brodaty. – Nie martw się, nie nasza.
– A ty niedługo wyjdziesz. – Łysy uśmiechnął się zagadkowo.
– Tak, oczywiście – odpowiedziałem.
– Co, nie wierzysz?
– Wierzę. Uwierzyłem. Tylko wcześniej trzeba wam coś opowiedzieć, tak? – Spojrzałem na grubą teczkę leżącą na stole.
– Zgadłeś – powiedział łysy, przechwytując mój wzrok.
– I cóż takiego? Chyba już wszystko wam powiedziałem.
– No, niezupełnie wszystko. – Łysy otworzył teczkę i zaczął powoli przewracać kartki. – Poczytaliśmy, popatrzyliśmy. Może nawet masz rację. Ale wiesz, jest tam coś, czego nam nie wyjaśniłeś i nawet o tym nie wspomniałeś.

Spojrzał na mnie uważnie. Mimowolnie się spiąłem.

– Otóż to – powiedział, dalej kartkując teczkę. – O kimś nam nie opowiedziałeś. O naszym dawnym znajomym. Aha, jest! – Wyciągnął kartkę A4 i z patosem położył ją przed sobą.
– Kim jest Normik? – spytał z namaszczeniem.

Zrobiło mi się zimno. Od razu zacząłem sobie przypominać: „Normik, jaki Normik? Kto to jest Normik?” Nic nie przychodziło mi do głowy. Pierwszy raz słyszałem podobne imię.

– Ja... ja nie wiem, można podpowiedź? Pamięć zawodzi...

Łysy podał mi kartkę. Był na niej wydruk korespondencji. Dat i imienia rozmówcy nie było widać.

„– Tu cysterny na Olaine. Nie wiesz, kiedy pójdzie z powrotem? – Lev Pavliuk
– Za jakieś 3-4 godziny. – nieznany
– Normik, a z Krusta o której zwykle? – Lev Pavliuk
– Różnie. – nieznany
– Ty tam ostrożnie, koło Jełgawy parę dni temu Węgrzy robili zdjęcia, złapali ich wojskowi i zawieźli na psy. – nieznany
– Na szlaku? – Lev Pavliuk
– Tak. – nieznany
– Mocne. – Lev Pavliuk”

– I co to jest? – spytałem z niedowierzaniem.
– Jak to co, twoja korespondencja, nie poznajesz?
– Nie bardzo. Który to rok? Z kim ta rozmowa?
– 2023, a rozmowa najwyraźniej z Normikiem. Tylko zapisany jest z jakiegoś powodu zupełnie inaczej. Proszę wyjaśnić.

Mózg mi się zagotował. Gorączkowo próbowałem zrozumieć, o jakiego Normika chodzi, co chwilę czytając korespondencję od nowa, aż nagle mnie olśniło.

– Normik! Normik to skrót od słowa „normalnie”! To znaczy: „Normalnie, a z Krustpils o której pociąg zwykle jedzie?”

W pokoju zapadła cisza.
Łysy i brodaty wpatrywali się we mnie z jawnym niezrozumieniem.

– A wy co? Myśleliście, że to jakiś szpieg Normik? – Nie mogłem już powstrzymać śmiechu.

Spojrzeli po sobie i zaczęli coś głośno omawiać po łotewsku. Brodaty kilka razy uderzył w stół.

– No kurwa, trudno normalnie pisać, czy co?
– A skąd miałem wiedzieć, że będziecie grzebać w moich rozmowach?
– Nie trzeba było robić zdjęć!
– Mam nadzieję, że nie po to mnie wezwaliście?

Znowu spojrzeli po sobie.

– Nie tylko. Chcemy cię ostrzec. Przyjdziemy za tydzień. Teraz masz ostatnią szansę powiedzieć nam to, czego nie wiemy. Jeśli nic nie znajdziemy, to dobrze. Jeśli znajdziemy, to uwierz, lepiej powiedzieć teraz.
– Nie mam wam nic do powiedzenia. Omawialiśmy to już sto razy. Lepiej wy mi powiedzcie: przecież pewnie przeczytaliście już wszystkie rozmowy. Więc dalej jesteście pewni, że jestem szpiegiem? Nie przyszło wam do głowy, że może to wszystko jest po prostu pomyłką? – Zatoczyłem ręką po gabinecie.

– A co ty masz w rozmowach? Same pociągi. Oczywiście, możliwe, że to pomyłka, ale jednak są tam pewne momenty...
– Takie jak z Normikiem? No to pokażcie, wyjaśnię wam każdą literę, skoro tak was to interesuje.
– Lepiej powiedz to, czego wcześniej nie mówiłeś, jeśli masz co – zmęczonym głosem powiedział brodaty, wstając. Dopiero teraz zobaczyłem, jak bardzo jest garbaty.
– No ale co? Może pomyliłem hotele, może dni. Pamiętacie, w jakim stanie składałem zeznania? Poza tym nie mogę wszystkiego pamiętać. – Też wstałem, przesłuchanie było skończone.
– Zrozumiałeś, spotkamy się w przyszłym tygodniu. Tam porozmawiamy.
– W takim razie do zobaczenia! – powiedziałem i, sam nie rozumiejąc dlaczego, poszedłem w głąb korytarza, w nieznanym kierunku. Konwojentów obok nie było.


Do mojego rodzinnego trzeciego korpusu wracałem niemal podskakując. Słoneczko świeciło, niedługo lato, a nad głową nie było nawet kraty z biegającymi tam i z powrotem szczurami. Czego więcej trzeba? Wstyd być nieszczęśliwym.

Kiedy weszliśmy do trzeciego korpusu, nie doszliśmy do celi, tylko zatrzymaliśmy się przy gabinecie działu operacyjnego. Niespodziewanie drzwi się otworzyły i wprowadzono mnie do środka.
Gabinet był dobrze urządzony. Na środku pokoju stał duży rzeźbiony stół. Na ścianach wisiały wydrukowane na A4 cytaty o wolności. Od razu rzucił mi się w oczy jeden:

„Sekret szczęścia to wolność, sekret wolności to odwaga”.
Johann Wolfgang Goethe.

Przeniosłem wzrok na małego funkcjonariusza z dużymi, prawie czarnymi ustami.

– Dzień dobry.
– Dzień dobry, pisał pan te wnioski? – Z podkreśloną urzędowością podał mi moje dwie kartki. Na jednej był wniosek o pozwolenie na używanie zatyczek do uszu, na drugiej wniosek o lampkę do czytania.
– Ja, i co?
– Tutaj – odwrócił wnioski i wskazał puste miejsce – proszę napisać: „Wyjaśniono mi, rezygnuję z wniosku”, data, podpis.
– A w czym właściwie problem?
– Przekazywanie zatyczek do uszu jest zabronione przez reżim, ale może je pan kupić w sklepie więziennym. Lampki również są zabronione.
– Rozumiem... A dlaczego lampki są zabronione? Telewizor można przecież przekazać, konsolę też, czym lampka jest gorsza?
– To sobie telewizorem podświetlajcie, co trzeba. A pytanie nie do mnie, lista zatwierdzonych przedmiotów jest uzgadniana w ministerstwie. Proszę podpisać.

Podpisałem się i wyszedłem z gabinetu. Wreszcie doprowadzili mnie do celi.

– O, Lowa, a ciebie szukali! – radośnie zawołał Siergiej.
– Kto szukał?
– Lewitansza przychodziła, widziałem ją wcześniej tylko raz.
– Nie powiedziała po co?
– Nie-e, ale wiesz... – Prawie przeszedł na szept. – Ja ją przedtem tylko raz widziałem. Tu przed tobą siedział Taras Bulba, Ukrainiec. Krótko mówiąc, kiedy go zwalniali, też najpierw przyszła ta Lewitansza. Zabrali go na dyżurkę, a wrócił z kartką o zwolnieniu! Wyobraź sobie, osiem miesięcy przesiedział i nagle proszę! No wtedy to już mu całkiem dach zerwało. Powiedzieli mu, żeby spakował rzeczy, bo za dwie godziny po niego przyjdą. A on wiesz co? Zaczął skakać po chacie, biegać jak nienormalny. A potem było najśmieszniejsze, zaraz ci opowiem. Wchodzi więc operacyjny i mówi, że żeby go wypuścić, musi oddać tę kartkę. No i wtedy zaczęło się przedstawienie! On jak nie wrzaśnie, że kartki u niego nie ma i że zabierają nie tego. No operacyjny co, wziął i wyszedł. Mówię mu: ty co, głupi jesteś? Czemu mu kartki nie oddałeś? A on wiesz co mi mówi? Że zabiorą kartkę, a jego nie wypuszczą. I tyle, będzie siedział do końca życia. Bez kartki też go nie wypuszczą. No, przypadek. Tydzień dłużej przesiedział. Ten oper naprawdę mu uwierzył, sam pomyśl. Więc kiedy przyszli do niego w następnym tygodniu, też nie chciał oddać kartki, już prawie się bił. Nie odda, mówi, i koniec. Tam była cała operacja jego uwalniania, czegoś takiego się nie zapomina... Nie wiem, może siedział dla odszkodowania. Tam niby należy się 50 euro za dzień aresztu, jeśli uniewinnią. Tylko że nikt jeszcze tych odszkodowań nie widział. Chociaż też niewielu wychodziło. Bulba gdzieś tam dalej siedzi w imigracyjce. Możesz spróbować, swoją drogą, wyrwać odszkodowanie, jak wyjdziesz. Może będziesz pierwszy.

– A za co on właściwie siedział? Ten Bulba.
– Mówi, że babka umarła. Niby wynajmował chatę u babki, no i ona wyciągnęła kopyta, a co innego babkom zostało. Wezwał karetkę, a jego do pierdla, wyobrażasz sobie? Teraz chyba do deportacji. I tak to jest pomagać ludziom... Nie miał szczęścia chłop, nic dodać. Chociaż charakterek też miał niezły... Pamiętam, oglądamy telewizję, wiadomości. Pokazują Ukrainę, negocjacje się zerwały, a on jak nie wrzaśnie: „Uch, zajebiście, wojna się nie skończy!” Mówię mu: chłopie, ty całkiem już, czy jak? Masz w kraju wojnę, ludzie giną! A on nic. Jakby oglądał piłkę nożną, a nie wojnę. No i teraz sobie myśl. Ja uważam, że są jakieś siły wyższe, że to wszystko nie dzieje się bez powodu...

05.04.2025

Rano spróbowałem nawiązać kontakt i zrobić drogę z Jokerem. Oczywiście na drogę było wcześnie, ale z powodu pewnych okoliczności musiałem zaryzykować. Wleźć na lewe okno było kilka razy trudniej, ale dałem radę.

– Siema, jak tam? – wydarłem się.
– Normalnie, sąd był!
– Co powiedzieli?
– Można wyjść za kaucją, 3000!
– Wychodzisz?
– A nie, po co! Mieszkanie wynajmować, a auta i tak do końca sprawy nie oddadzą.

Joker zajmował się sprowadzaniem samochodów do Estonii i został zatrzymany na północy Łotwy pod zarzutem przeprowadzania aut do Rosji. W toku śledztwa zajęto dwa samochody.

– W końcu tutaj ziemniaki są codziennie, normalnie! – Znowu się roześmiał, ludzie na spacerniakach natychmiast odwrócili się w naszą stronę.

Drogę zrobiliśmy szybko. Najważniejsze było przerzucić sznurek na jego stronę, udało się mniej więcej za siódmą próbą. Po przekazaniu postanowiliśmy drogi nie chować, zbyt skomplikowany proces. Kara za niedbalstwo przyszła natychmiast.

Po 40 minutach drzwi celi niespodziewanie się otworzyły. Na progu stało trzech operacyjnych, dwóch trzymało drabinę.
Nic nie mówiąc, przystawili ją do ściany i weszli do okna.

– Daj nóż! – zwrócił się do Siergieja siwy operacyjny ze stopnia drabiny.
– Nie ma.
– Daj nóż, mówię, trzeba sznurek odciąć!

Siergiej pochylił się, wsadził rękę pod pryczę, wyciągnął papierowy zawiniątek i podał operowi.

– Masz!
– Co to, kurwa, jest?! – spytał oper ze zdziwieniem, rozwijając zawiniątko.
– Nóż.

W rękach opera naprawdę był nóż, tyle że w całości zrobiony z chleba.
Siwy rzucił nożem w Siergieja i wyciągnął z kieszeni normalne ostrze.

– To się, towarzysze, nazywa koń! – powiedział uroczyście, trzymając w rękach odcięty sznurek.
– Jest teraz – spojrzał na zegarek – jedenasta rano. Towarzysze, miejcie sumienie! Konie na dzień trzeba chować, pierwszy dzień siedzicie? Żebym więcej tego nie widział, jasne? – Wziął drabinę i procesja się oddaliła.
– No chociaż ładunek zostawił – powiedziałem smutno, trzymając w rękach owiniętą tubkę pasty do zębów.

06.04.2025

Pod wrażeniem chleba-noża też postanowiłem zająć się rękodziełem. Zacząłem lepić 2TE10M z chleba. W planie miałem dwie sekcje - jedną zostawię sobie, a drugą przekażę Mettowi. Pewnie porozrzucają nas po różnych zonach, to chociaż pamiątka zostanie... Poza tym widoku z okna tu nie było, więc cel był też inny - nie zapomnieć, jak wygląda kolej.

Swoją drogą, rękodzieło w więzieniu to podstawa podstaw. Przynajmniej trzeba umieć podłatać ubranie bez użycia igły i nitki, co samo w sobie wcale nie jest takie proste. Samoróbki oczywiście nie wyglądały najlepiej, ale były praktyczne, więc po celi chodziliśmy w takich łachmanach. Pewnie z boku przypominaliśmy flibustierów ryskiego dworca albo zwykłych bezdomnych, zależy, komu na co starczało wyobraźni.

W celi było gorąco, metalowy korpus szybko się nagrzewał, więc w słoneczne dni okna były otwarte na oścież. Przez to spod okna co chwilę było słychać przekrzykiwania:

– Walik, czemu znowu jesteś w ładowni?
– Przecież nie wychodziłem!
– Pięć dób dali, nie?
– Jeszcze pięć dorzucili. Jak przyszedł do mnie glina, to go wysłałem, no i dorzucili! – rozległ się śmiech.
– Słyszysz, Walik, opowiedz, jak w ogóle wjechałeś, mamy tu nowego!
– O prokuratorze, czy co?

– No!
– Adwokat powiedział mi, że powinni dać pół roku. Idzie sąd, a tu ta pizda mówi: „Wnoszę dla niego o dwa lata”. Z drzewa spadła, sosna jedna! Co miałem powiedzieć? No jasne, nie wytrzymałem, mówię jej: wasza najjaśniejszość, czy panią przypadkiem nie pojebało? Dopiero potem się dowiedziałem, że to wszystko była formalność, mieli dać zawiasy.
– To ile dali w końcu?
– Dwa lata i dali! – Na wszystkich sąsiednich spacerniakach rozległ się śmiech.

– No tak, nieźle – powiedział Siergiej, leniwie się podciągając. – Szczerze, nigdy nie myślałem, że trafię do więzienia. Nadal w to nie wierzę. Czasem się budzisz i myślisz: „No ja pierdolę”. Też chciałem zwyzywać prokuratorkę, ale jakoś się powstrzymałem. Daj Boże, żebym na ostatniej rozprawie ich wszystkich nie obrzucił kurwami.
– A kiedy ta ostatnia rozprawa? – spytałem.
– Nie wiem, może za tydzień, a może to przedostatnia. Adwokatka mnie wkurwiła, kasę żre wiadrami, a powiedzieć nic sensownego nie potrafi. Ostatnio w ogóle już nie odpowiada. Chuj się do niej dodzwoni.
– A ty sam co myślisz, zasłużyłeś? – spytałem, sam siebie tym zaskakując.
– A chuj go wie. Święty nie jestem, wiadomo, ale, kurwa, rok oddychać tą pleśnią za włosy? No i sam widziałeś, co ze mnie lepią. Jeszcze miesiąc i zrobią ze mnie terrorystę, jak Boga kocham! A właśnie, patrz! – Spod pryczy wyciągnął samodzielnie zrobioną kartę Tarota. Na karcie był narysowany morderca, a do jego rąk niezdarnie dorysowano nożyczki. – Średniowieczny maniak! Moja karta!
– Tu się nie da kłócić. Widzę, że masz pamiątki na każdą okazję.
– No tak, wyjdę i będę to wspominał. Porozdaję wszystkim różańce, szachy... Pewnie jeszcze będzie się śnić. Teraz śni się tylko wolność.
– Wszystkim się śni – dodał Karlis. – Ja, jak wyjdę, pojadę do Hiszpanii, wezmę samochód i przez miesiąc...
– Ty to w ogóle jesteś milionerem. Ja siedem lat w Anglii ryby łowiłem i co? Żona kredyt wzięła na adwokata.
– Mam kumpla w Szwecji, w cztery miesiące odłożyłem na mieszkanie w Jekabpils. Ty też byś się czymś zajął, wiesz, ile teraz pieniędzy jest w budowlance – powiedział Karlis.
– Tak, tobie łatwo mówić, całe życie przed tobą. A ja co? Wyjdę i dokąd pójdę? Najwyżej wezmą mnie na tragarza i tam zdechnę. Ja się tylko zastanawiam, żeby na wolności nie zachciało się z powrotem tutaj.
– Z powrotem?
– No nie, tutaj oczywiście nie jest za dobrze, ale z wolności... Z wolności wydaje się, że tu wcale nie jest aż tak źle. Sam pomyśl: karmią za darmo, nic robić nie trzeba, leżysz i niczym się nie przejmujesz. No z boku tak to oczywiście wygląda. A potem trafisz tutaj i będziesz sobie włosy z głowy rwał.
– Dobrie tam, de nas nema – powiedziałem rozmarzonym głosem.

Nagle ze spacerniaka dobiegł krzyk:

– DWA JEDEN SIEDEM! Sierioga, słyszysz?

Siergiej nie mógł dostać się do okna, więc stanął na stole i zaczął wrzeszczeć w stronę okna:

– Kola, to ty?!
– Tak, zawołaj Bulbę!
– Nie ma Bulby!
– Co, znowu sam jesteś?
– Nie, dwóch tu wjechało. Karlis z cztery jeden zero, znasz?
– No, słyszałem. Co, on z tobą?
– Tak, słyszysz, to on jest ze mną! – wrzasnął Karlis, wskakując na okno.
– Ktoś jeszcze jest?
– No jest jeszcze jeden, Ukrainiec, ale on niedługo wyjdzie.
– Siema! – przywitałem ścianę.
– Aha, siema. Dobra, chłopaki, jeszcze się zobaczymy, trzymajcie się.
– A czemu niby mam niedługo wyjść? – spytałem Karlisa.
– Przeczucie. Myślę, że za dwa tygodnie wyjdziesz.
– Jakie dwa, za tydzień! – podchwycił Siergiej.
– Oj, no co wy zaczynacie – speszyłem się. – Lepiej grajmy w karty.

07.04.2025

Na tym piętrze sklep przynosili w poniedziałek, ale dziś wydarzyło się coś dziwnego. Sklepowa po prostu nie przyniosła mojego zamówienia, powiedziała, że nie ma mnie na listach. Będziemy wyjaśniać. Na szczęście Karlis robił zakupy z zapasem.

Siergiej nie chodził pod prysznic przez rękę. Dlatego mył się prosto w celi. Przy czym wyglądało to niewiarygodnie komicznie.
W każdej celi była własna miska. Z założenia miała służyć do prania rzeczy podczas kąpieli. Ale tutaj, w 217, praliśmy w niej Siergieja. Siadał w misce i polewał się wodą z dwóch czajników. Woda z kranu była tak zimna, że parzyła ręce. Dlatego w jednym czajniku był wrzątek, a w drugim zimna woda, trochę rozcieńczona wrzątkiem. Tak się polewał. Robił to przy tym prosto przed drzwiami wejściowymi. Rozsadzał reżim. Bywało, że jeszcze zaczynał śpiewać:

„Ej, jabłuszko,
Dokądże się toczysz?
Trafisz do Kołczaka - już nie wrócisz!

Oto parowiec mija przystań,
Będziemy karmić ryby komunistami!

Ej, jabłuszko, z borówką,
Podejdź, burżuju, oczko ci wykłuję...”

Oczywiście właśnie w tym momencie otwierają się drzwi i na progu pojawia się korytarzowy. A Siergiej dalej się myje, bo co mu tam, przecież dzień kąpieli, i jeszcze ciągnie dalej:

„Oczko wykłuję, jedno zostanie,
Żebyś wiedział, gówno, komu się kłaniać!”

Korytarzowy coś szczeka, odwraca się i wychodzi. Oczywiście nikogo tu szczególnie nie zdziwisz facetem w misce. Reżim reżimem, ale kąpiel to rzecz święta.
Słowa kluczowe: Zima, Estonia, 2TE116, 2ТЭ116, 2ТЭ116-1366, GO rail, towarowy
Data: 07.07.2026 16:09
Wyświetleń: 618
Wielkość pliku: 1.3 MB | 1800x1160 px
Dodał: Lev Pavliuk 96

Dalej »


Mapa

EXIF Info
Producent: SONY
Model: ILCE-7M4
Czas ekspozycji: 1/100 sec(s)
Wartość przysłony: F/10
Czułość ISO: 1250
Data wykonania: 11.02.2025 14:48:10
Ogniskowa: 40mm

Komentarze
Nie ma komentarzy dla tego zdjęcia




W poszczególnych kategoriach znajdują się zdjęcia zarejestrowanych użytkowników galerii. O zgodę na wykorzystanie zdjęcia należy poprosić konkretnego autora.

Powered by 4images version 1.8 | Copyright © 2002-2026 4homepages.de
© World Rail Photo 2005-2026 | Template by World Rail Photo 2016