Strona główna | Nowe zdjęcia | Kategorie | Mapa zdjęć | Komentarze
O galerii | Regulamin | TOP 100 | Użytkownicy | Kontakt
Rejestracja | Zapomniałem hasła | Autologowanie »

Strona główna ›› Kolej ›› Koleje zagraniczne ›› Łotwa - LVA ›› Rozdział 6. Sąd

Rozdział 6. Sąd

To zdjęcie zostało automatycznie zmniejszone. Kliknij na obraz aby zobaczyć w pełnej rozdzielczości (1800x1171).

Rozdział 6. Sąd
Opis: 20.02.2025. 2ТЭ116-1060 z pociągiem towarowym do Rosji. Linia w kierunku Pytalowa jest wykorzystywana niezbyt często - może 0-1 pociąg dziennie. Ze względu na tajność tego obiektu na lokomotywach spalinowych zamontowano generatory dymu, mające na celu ukrywanie pociągów jadących do Rosji przed rosyjskimi dronami szpiegowskimi.

---------------

Pierwszy rozdział: https://wrphoto.eu/details.php?image_id=60242
Poprzedni rozdział: https://wrphoto.eu/details.php?image_id=60418

Wszystkie imiona i wydarzenia w utworze są fikcyjne - wszelkie podobieństwa do rzeczywistych osób i zdarzeń są przypadkowe.

---------------

Rozdział 6. Sąd

„Jedziesz do więzienia na dziesięć lat, to wszystko”.

Ciało zwiotczało.
Nogi zrobiły się jak z waty.
Świat prześwitywał przez grubą warstwę mgły - jakby przyklejoną do źrenic.

Teraz, będąc w otoczeniu setek ludzi, którzy przeszli przez coś podobnego, wydaje się to śmieszne, niemal żałosne.
Ale wtedy... wtedy z jakiegoś powodu przyjąłem te słowa jak fakt.

Dziwne.
Przecież słyszałem groźby i straszniejsze, i bardziej konkretne.
Ale właśnie ten mechaniczny człowiek w szarym garniturze sprawił, że naprawdę uwierzyłem.
On nie groził. On wiedział.

– Ale przecież... potrzebny jest sąd, – głos zabrzmiał obco, jakby mówił nie ja.

Jakby odsunąłem się od wszystkiego, co się działo.
Przez głowę przelatywało tyle myśli, że nie dało się uchwycić ani jednej.

– Zgadza się, sąd za dwie godziny.
– Nie mam adwokata.
– Będzie.
– Chcecie doprowadzić do wyroku? Po dwóch dniach? To niemożliwe.
– Złożyłem wniosek o zastosowanie wobec ciebie tymczasowego aresztu na dwa miesiące, i to właśnie rozstrzygnie sąd.
– A potem?
– A potem przedłużymy o kolejne dwa, potem jeszcze, a później będzie można wydać wyrok. Ale sądząc po tym, co zobaczyłem, dużo czasu to nie zajmie.
– I co, dziesięć lat, tak?
– To zależy od ciebie. Możesz podpisać, że przyznajesz się do winy, – z jakąś czułością pogładził moją kartkę.
– A potem zobaczymy, jeśli adwokat będzie dobry... Może dadzą mniej.
– Ja... ja niczego nie będę przyznawał.
– Ale to, co jest napisane, potwierdzasz?

Zacząłem ponownie czytać tekst. To nie było proste.
Nie dość, że tłumaczenie było koślawe, to jeszcze głowa, jak na złość, przybrała formę durszlaka.

Tekst głosił:

„O uznaniu osoby za podejrzaną
26 lutego 2025 r.
Riga
Sprawa karna numer XXXX

że całokształt dowodów pozwala uznać podejrzanego, Lwa Pawljuka, obywatela Ukrainy, za winnego działalności związanej z nielegalnym pozyskiwaniem informacji w celu przekazania ich państwu lub organizacji państwowej, bezpośrednio lub poprzez inną osobę, za co odpowiedzialność przewidziana jest w części pierwszej artykułu 85 Kodeksu karnego.

Śledztwo wykazuje, że Lew Pawljuk, obywatel Ukrainy, urodził się w Lipawie dnia 24 2025 roku. Tego samego dnia, o godzinie 14:10, grupa obywateli, w tym obywatel Estonii Matras Rikks, utworzyła wyspę. Rikks, prawdopodobnie na zlecenie służb Federacji Rosyjskiej, przy pomocy bezzałogowych statków powietrznych filmował rów w rejonie terminala DJ, stanowiący obiekt infrastruktury krytycznej kategorii B.

Powyższe twierdzenia potwierdzają dokumenty znajdujące się w aktach sprawy i łącznie pozwalają wyciągnąć wniosek, że Lew Pawljuk popełnił czyn zabroniony przewidziany przez prawo karne.

Artykuł 85, punkt pierwszy data przestępstwo

przewidziane czyny zabronione Piszę i na podstawie na podstawie artykułu 65 oraz artykułu 398 Kodeksu postępowania karnego,

Decyzja:

Obywatel Ukrainy Lew Pawljuk zostaje pociągnięty do odpowiedzialności karnej za podejrzewane przestępstwo z części pierwszej artykułu 85 Kodeksu karnego.

O decyzji wydanej poprzez doręczenie kopii TSA oraz wyciągu z Kodeksu postępowania karnego o postępowaniu wobec podejrzanego i obowiązkach w procesie karnym, uznając Lwa Pawljuka

Klasyfikacja osoby jako terrorysty zgodnie z częścią 2 artykułu 398 Kodeksu karnego nie podlega zmianie.

Izmekletijs”

Tekst był napisany absolutnie potwornie.
Trudno sobie wyobrazić, przez jaki translator trzeba było to przepuścić, żeby kolej stała się rowem, znane imię meblem, a podejrzany niepostrzeżenie przeszedł do kategorii terrorystów.
Niemniej sens był jasny.

– Co konkretnie mam potwierdzić? To, że robiłem to na zlecenie Rosji, czy to, że w ogóle filmowałem kolej w tamtym rejonie?
– Na razie to drugie, – odpowiedział smutno i zamyślony śledczy. – Ale możesz też napisać „przyznaję się do winy”.
– Pan sam w to wierzy? Chce pan zrobić ze mnie wroga narodu?
– A kim jesteś, jeśli nie wrogiem narodu? – uśmiechnął się.
– Wiesz, co kiedyś robili z takimi?
– Wiem.
– To podpisz, że przyznajesz się do winy, i wtedy wszystko się skończy. Przecież tego chcesz?

Wziąłem do drżącej ręki długopis i zacząłem pisać.
Ręka nie słuchała, więc nieczytelnym pismem nabazgrałem:

„26 lutego, 10:10.
Z decyzją zapoznałem się. Została mi przetłumaczona na zrozumiały dla mnie język rosyjski.
Przyznaję, że filmowałem obiekt kolejowy poza dozwolonymi miejscami.
Nie przyznaję, że współpracowałem z rosyjskimi służbami specjalnymi”.

– Dobrze, będzie po twojemu, – powiedział to zmęczonym głosem, bez złości, ale z twardą pewnością swojej racji.

Zabrali mnie.
Zabrali z powrotem do celi numer 46 - czekać na konwój do sądu.

W celi wszystko było tak samo. Ciasno, duszno i cicho.
Mój współosadzony wciąż pozostawał nieruchomy. Za to teraz znałem czas - było około wpół do jedenastej. Wynikało z tego, że nie poruszał się od ponad doby.

Runąłem na pryczę.
Podniosły się mdłości. Mdłości z braku powietrza, z systemu, z ludzi w niego uwikłanych. Z statusu „wroga narodu”.

Leżąc i patrząc w sufit, nagle zrozumiałem, jak idiotyczna była ta rozmowa. Jak idiotyczne były wydarzenia ostatnich dni w ogóle. Uświadomiwszy to sobie, po raz pierwszy od tych dni roześmiałem się. Cicho, trochę histerycznie, ale to był śmiech. Śmiech z systemu, z sytuacji, z samego siebie.

W końcu dotarło do mnie, że nie trafiłem po prostu w nieprzyjemną sytuację. Nie. Trafiłem w kiepski dowcip.

Kolejne półtorej godziny minęło jak w więzieniu. Gorączkowo wymyślałem strategię na sąd. Co powiedzieć? Jak się zachować? Czego się uchwycić? Jak w ogóle można odwrócić sytuację, w której wszystko jest już rozstrzygnięte? A czy na pewno jest?

I oto - znów szczęk, znów konwój, znów korytarz.

Na „recepcji” ciasno zakuto mnie w ciężkie metalowe kajdanki.

W tym momencie do pokoju wpadła grupa trzech zadziornych chłopaków w maskach. Trzech jak z pudełka, identyczne twarze. Czarne mundury, zakryte twarze. Personel więzienny patrzył na nich z wyraźną nieufnością - oczywiście tacy goście bywali tu rzadko.

Dwóch chwyciło mnie po bokach. Trzeci szedł z przodu.
Tak wsiedliśmy do samochodu. Do zwykłego szarego sedana na cywilnych tablicach.

Nasze gusta muzyczne, co dziwne, częściowo się pokrywały, więc do sądu jechaliśmy przy Highway to Hell.

Patrzyłem przez przednią szybę. Miasto mknęło obok, jakby nic się nie stało. Ludzie szli swoimi sprawami, samochody stały w korkach, ktoś pewnie spieszył się do pracy. A ja jechałem do sądu.
Całe to miasto wyglądało do śmieszności surrealistycznie, jak scenografia.

– To każdemu wrogowi narodu przysługuje taka ochrona? – zapytałem, nie odrywając wzroku od drogi.
– A czego chciałeś, – odezwał się pierwszy. – Poza tym sporo wiesz, jak na fotografa. Nie wszyscy miejscowi znają tyle toponimów.
– Gdzie ty w ogóle znalazłeś tyle pociągów na Łotwie? – dodał drugi.
– No na torach przecież...
– Na torach, co ci po tych torach, lepiej byś gołe baby fotografował!
– A widziałeś brytyjskie gołe baby?
– No nie bardzo.
– I słusznie! Jakbyś widział, zrozumiałbyś, skąd u nich taka flota!
– A co z nimi nie tak?
– Przecież one wszystkie są kwadratowe!
– Dokładnie! Jak SpongeBob!
– Mocny argument. I dużo jest takich kolejowych fotografów w Wielkiej Brytanii?
– Więcej niż myślisz.
– No poza twoim śledczym, – rzucił pierwszy, i cały samochód wybuchnął śmiechem.
– No ale jednego nie rozumiem: oni przecież wiedzą, że nie jestem szpiegiem, prawda?
– No raczej tak, – odpowiedział pierwszy.
– A wy co myślicie, jestem szpiegiem?
– Eee, nie wiem... raczej nie, – powiedział drugi.
– To czego oni ode mnie chcą?

Kierowca westchnął, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.

– Patrz. Teraz i tak zamkną cię na dwa miesiące, tu nie ma opcji. Potem będą sprawdzać wszystko, co masz, i decydować, czy jesteś szpiegiem, czy nie. Znajdą coś - źle. Nie znajdą - jeszcze gorzej.
– I co, po dwóch miesiącach wypuszczą?
– Jasne, że nie. Dopóki czegoś nie znajdą, nie odpuszczą.
– A jeśli nie znajdą?
– Zawsze coś znajdują, profesjonaliści.
– No a kiedy mogą wypuścić?
– Od dwóch miesięcy do trzech lat, chyba.
– A ty kiedy ostatni raz jadłeś? – nagle wtrącił się drugi.
– Nie pamiętam, parę dni temu.
– Masz, pochrup, póki nie zabiorą, – wsunął mi paczkę orzeszków i wodę.
– A kto zabierze?
– No przy wejściu do więzienia, jak wrócisz do seven heaven.

– Patrz, autobus! – nagle krzyknął drugi.
– Fotografuj, fotografuj, szybciej!!!

Wszyscy znów wybuchnęli śmiechem. Samochód lekko podskoczył na dziurze, a śmiech zmieszał się ze skrzypieniem zawieszenia.

Patrzyłem na nich i łapałem się na dziwnej myśli: gdyby nie kajdanki, nie maski, można by pomyśleć, że po prostu jedziemy gdzieś swoimi sprawami. Gadamy, słuchamy muzyki.

Ale jechaliśmy do sądu.

Ryski Sąd Miejski znajdował się niemal tuż przy dworcu kolejowym. Stary, neoklasycystyczny budynek z początku XX wieku, który, ulegając współczesnym trendom, został starannie oszpecony dobudowaniem zbędnego piętra i dziwnym szklanym wejściem.

Zatrzymaliśmy się.
Drzwi się otworzyły i dwaj znów ścisnęli mnie po bokach. Ludzie przechodzili obok, ktoś rzucał szybkie spojrzenia, jakby bał się zatrzymać je na naszej grupie. Dla nich była to po prostu kolejna scena z codziennego życia.

Weszliśmy na drugie piętro.
Rozciągał się stamtąd wspaniały widok na kolej.

Układ i wystrój wnętrza podejrzanie przypominały szkołę.

– Kiedy będę mógł spotkać się z adwokatem? – zapytałem, czując narastające napięcie. Do sądu pozostawało około pół godziny.
– Nie martw się, jeszcze przed sądem się spotkacie, – odpowiedział kierowca.
– Raczej ci nie pomoże, przecież jest z urzędu, – dodał pierwszy.
– Patrz, patrz, skoda pojechała, chcesz sfotografować? – niemal krzyknął drugi.
– A skąd pan wie, że to akurat skoda? Nie za dużo informacji jak na praworządnego obywatela? Panie kochany, wychodzi na to, że pan jest szpiegiem. Jeszcze bezpośrednie polecenie wydał - sfotografować obiekt infrastruktury krytycznej. Tu to nie dziesięć lat, uuu...
– To... to w wiadomościach mówili, że skody... – trochę się pogubił.
– No to wiadomości macie szpiegowskie! – nie ustępowałem. – Rozpowszechniają informacje o infrastrukturze krytycznej.
– Dawno już trzeba ich wszystkich pozamykać! – radośnie poparł mnie pierwszy.

Minęło trzydzieści minut.
Z adwokatem tak się nie spotkałem.

I oto, o wyznaczonej godzinie, naprzeciw otworzyły się dwuskrzydłowe, dwumetrowe drzwi.

Good morning, the worm, your honour...

Sala sądowa była niewielka, dość skromna w wystroju. Przy dalszej ścianie stał rzeźbiony, lakierowany i absolutnie pompatyczny stół sędziowski. Nieco bliżej - zwykłe biurko, przy którym naprzeciw siebie siedzieli śledczy i ten sam adwokat, którego widziałem pierwszy raz w życiu. Był w czarnym garniturze, z pokaźną teczką i wyrazem twarzy człowieka, który coś wie.

Bliżej mnie znajdowała się niewielka, zamykana drewniana mównica, taki kojec, do którego pospiesznie mnie wsadzono. Naprzeciwko - ławki dla publiczności, na których natychmiast rozsiadła się bezpieka.

W sali była też sekretarka i mój tłumacz. Dla zachowania formalności sąd odbywał się po łotewsku.

Mimo względnej skromności wnętrza, z nawiązką rekompensowała ją sędzia. Starsza kobieta w czarnej todze, na której wisiał ogromny złoty łańcuch. Wyglądało to tak, jakby zapomniała w domu swojej wielkiej białej peruki. A sekretarka, siedząca w samym rogu, gdzieś zgubiła swoje gęsie pióro, przez co musiała używać zwykłego laptopa do dokumentowania procesu.

Wszyscy wstali.

Sędzia rzuciła po sali szybkie spojrzenie i zaczęła mówić:

– Otwiera się zamknięte posiedzenie sądu. Rozpatrywany jest wniosek o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu wobec Lwa Pawljuka, podejrzanego o popełnienie czynu zabronionego przewidzianego w części pierwszej artykułu 85 KK. Sąd zapoznał się z materiałami sprawy.

Sekretarka zaczęła stukać w klawiaturę, a tłumaczka pochyliła się w moją stronę, synchronicznie tłumacząc każde słowo.

Głos zabrał śledczy.

Zaczął czytać. Nie mówić, lecz właśnie czytać - monotonnym głosem, bez pauz.

Cała jego mowa zajęła około pięciu-dziesięciu minut. Oto kilka tez, które zabrzmiały w niekończącym się strumieniu urzędniczego bełkotu:

„Służba Bezpieczeństwa Państwa wszczęła postępowanie karne na podstawie artykułu 85(1) Kodeksu karnego, to jest nielegalnego zbierania informacji w celu przekazania ich obcemu państwu.

Podejrzany posiada wystarczające kompetencje i umiejętności w zakresie korzystania z nowoczesnych technologii oraz dysponuje określoną wiedzą dotyczącą użytkowania sieci internet.

Uwzględniając, że współczesne możliwości technologiczne pozwalają na dostęp do elektronicznych dowodów z urządzenia inteligentnego przeznaczonego do pracy w sieci internet, istnieje prawdopodobieństwo, że Lew Pawljuk, przebywając na wolności, uzyska dostęp do danych informacyjnych, tzw. usług chmurowych, i usunie, ukryje lub zmieni ich treść.

Ocena materiałów sprawy wskazuje na realną możliwość, że działalność była organizowana w imieniu służb Federacji Rosyjskiej, co świadczy o zamiarze powtórzenia czynów przestępczych.

W toku śledztwa ustalono, że w latach 2020 oraz 2024 Mattias Rikks był ostrzegany o zakazie fotografowania kluczowych obiektów infrastruktury kolejowej. Mimo to powtórzył analogiczne działania, tym razem wspólnie z Lwem Pawljukiem.

W niniejszej sprawie wniosek o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu jest proporcjonalny do szczególnie ciężkiego przestępstwa popełnionego przez Lwa Pawljuka”.

Skończył, starannie przesuwając teczkę.
Jakby postawił kropkę w kolejnym raporcie.

W sali zapadła cisza.

O wolności przestałem nawet myśleć.

Głos zabrała sędzia.

– Czy znane jest państwu, jaka jest sytuacja rodzinna podejrzanego, czy ma osoby na utrzymaniu, czym się zajmuje, gdzie mieszka?

Śledczy lekko się zawahał.

– Nie... Nie posiadam takich informacji. Z relacji podejrzanego wynika jednak, że nie mieszka on na Łotwie i nie posiada istotnych więzi z Republiką Łotewską.

– Dobrze. Lew, czy chce pan coś powiedzieć?

Pośpiesznie wstałem. Drewniana podłoga kojca skrzypnęła nie na miejscu głośno. Powietrza nagle jakby ubyło, jakby ktoś przymknął wentylację.

Oparłem dłonie o krawędź mównicy, czując pod palcami chłodne, gładkie drewno.

– Tak, chcę, – powiedziałem i sam się zdziwiłem, że głos zabrzmiał prawie normalnie. – Chcę.

Wziąłem oddech.

– Chciałbym zacząć od tego, że faktycznie brak jest znamion przestępstwa...

Zająknąłem się, zupełnie zapominając, co chciałem powiedzieć dalej.

– Śledczy wskazał, że posiada pewne dowody i wszelkie podstawy, by podejrzewać mnie o szpiegostwo. Otóż... chciałbym poprosić o okazanie tych dowodów, abym mógł je rzeczywiście wyjaśnić.

Tłumacz przekładał moją wypowiedź absolutnie synchronicznie, co z braku przyzwyczajenia dezorientowało.

– Otóż... osobiście... o takich dowodach nic nie wiem. I proszę wybaczyć, ale bezpośrednich dowodów być nie może. One po prostu nie istnieją i jestem tego pewien. Wszystko, co tu się dzieje, to podejrzenia. Oparte wyłącznie na moim niestandardowym hobby.

Fotografowanie kolei to moja wieloletnia pasja. Zaczęła się jeszcze na Ukrainie kilka lat temu. Od tego czasu objechałem pół Europy, przy okazji fotografując pociągi i poświęcając ogromną ilość godzin na pracę ze zdjęciami.

Wszystko to łatwo sprawdzić - po moich archiwach, profilach na stronach fotograficznych i korespondencji. Jeśli zapoznacie się z moimi wiadomościami w tak zwanym komunikatorze „Telegram”, odkryjecie, że słabo pasują one do zarzutów szpiegostwa...

– Do podejrzeń, – obojętnie poprawiła sędzia.

– Tak, tak, właśnie... Otóż pan śledczy uważa, że wszystko to stanowi przykrywkę i pełnoprawne drugie życie. Otóż być może wiecie państwo, że według wersji śledztwa wykonana praca została wyceniona na około pięć euro. Pięć. To, moim zdaniem, dość nieproporcjonalne wynagrodzenie za skrupulatne budowanie drugiego życia w innym kraju i wydatki liczone w tysiącach euro.

I tak jak mówiłem wcześniej, nic poza podejrzeniami śledczego tej teorii nie potwierdza.

Przełknąłem ślinę i kontynuowałem, czując, że słowa zaczynają się układać.

– Zostaliśmy też z Mattiasem zatrzymani w Estonii i wszystkie nasze rzeczy zostały dokładnie sprawdzone. Wszystkie. Jeśli tam nic nie znaleziono, to być może i tutaj nie ma czego szukać?

Chciałem mówić dalej. Bo cokolwiek bym mówił, oddalało to wyrok, choćby o kilka sekund.

– Można też zwrócić uwagę, że moje działania były skrajnie nieefektywne z punktu widzenia szpiegostwa. Od dawna istnieje takie pojęcie jak OSINT, dzięki któremu szpieg bez trudu zdobywa wszelkie informacje, które ja rzekomo pozyskiwałem.

Sędzia się nudziła i, jak się zdawało, w ogóle nie słuchała. Wyraźnie nie obchodziła jej moja mowa.

– Być może więc, wysoki sądzie, biorąc pod uwagę wszystko powyższe, te podejrzenia nie są aż tak uzasadnione, jak się o tym mówi?

– Wszystkie materiały śledztwa stanowią tajemnicę sądową i nie mogą zostać panu okazane, – odpowiedziała sędzia ponuro.

– Czy ma pan jakieś potwierdzenie swoich słów o zatrzymaniu w Estonii?

– Tak, oczywiście, – pospiesznie odpowiedziałem. – Oto.

Zacząłem wyciągać z kieszeni przezornie schowaną jeszcze przed zatrzymaniem karteczkę o estońskim aresztowaniu. Papier był pognieciony i miejscami rozdarty, ale trzymałem go jak jedyny materialny dowód na to, że to wszystko mi się nie przyśniło.

Nikt nawet nie spojrzał.
Karteczka tak i została w mojej dłoni.

– Dobrze, – powiedziała sędzia, nawet nie patrząc w moją stronę. – Głos ma obrońca.

Podniósł się. Przez cały ten czas siedział wpatrzony w papiery, jakby próbował zrozumieć, dokąd w ogóle trafił i kim są wszyscy ci ludzie.

Jego mowa odpowiadała sytuacji. Stosunek treści do metra sześciennego wody był przerażająco niski. W istocie po prostu przełożył moją wypowiedź na język urzędowy. Na końcu zaproponował kaucję jako alternatywę.

Słuchałem i myślałem, że nie ma go za co winić. Widział mnie pierwszy raz w życiu. Nie miał ani czasu, ani możliwości się wgłębić. Po prostu wykonywał swoją pracę.

Kiedy adwokat usiadł, śledczy podniósł głowę:

– Podtrzymuję swój wniosek.

– Podejrzany, czy chce pan coś dodać?

– To ostatnie słowo, trzeba powiedzieć coś krótko, – szepnęła mi tłumaczka skądś z dołu.

Powoli wstałem.
W głowie kręciły się strzępy:

„Do życia wolnego ich wrogość nieprzejednana, sądy czerpią z zapomnianych gazet czasów Oczakowa i...” – nie, to nie to...
„Jeśli w tej sali jest przestępca, to nie ja...” – nie, to w ogóle...

– Wysoki sądzie... Bardzo liczę, że zapoznała się pani z moimi fotografiami. Jeśli tak, to chciałbym...

– Krócej, krócej! – pośpiesznie zaszeleściła tłumaczka.

Zgubiłem wątek.

– Wysoki sądzie, proszę o rozważenie łagodniejszych środków. Być może kaucji lub dozoru. Mógłbym wynająć mieszkanie w Rydze, przebywać w areszcie domowym bez internetu. Mam pieniądze. Nigdzie nie zamierzam znikać...

Sekretarka uroczyście oznajmiła:

– Sąd udaje się na naradę. Postanowienie zostanie ogłoszone za piętnaście minut.

Sędzia wstała. Toga zaszeleściła po podłodze.
Zniknęła za drzwiami przy swoim stole.

W sali zapadła cisza.

Stałem w swoim kojcu i patrzyłem w jeden punkt. Myśli przestały układać się w słowa. Zostało tylko tępe oczekiwanie.

Wkrótce sędzia wróciła. Siadając za swoim pompatycznym stołem, spojrzała na sekundę w papiery i zaczęła mówić:

– Sąd, po rozpatrzeniu wniosku śledczego i wysłuchaniu stanowisk stron, uznaje, że wniosek jest zasadny. Postanawiam: zastosować wobec Lwa Pawljuka środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu.

Złapałem się na tym, że już nic nie czuję. Ani strachu, ani złości.

– W przypadku osoby podejrzanej o popełnienie szczególnie ciężkiego przestępstwa okres tymczasowego aresztowania nie może przekroczyć dwudziestu czterech miesięcy.
Postanowienie podlega natychmiastowemu wykonaniu.
Postanowienie może zostać zaskarżone w terminie dziesięciu dni od dnia jego ogłoszenia.
Posiedzenie uważa się za zamknięte.

Podeszli do mnie.
Kajdanki znów się zatrzasnęły.

Wychodząc z sądu, zobaczyłem Metti. Wciągano go do tej samej sali, chyba to samo trio w maskach. Nawet odruchowo spojrzałem na swoich konwojentów - czy nadal tu są?

Po prostu skinęliśmy sobie głowami.

Mnie pociągnięto do wyjścia, jego - do sądu.

– No i jak ci się podoba nasz sąd? – zapytał pierwszy, gdy wsiedliśmy do samochodu.
– A sędziowie kto?
– No co ty, jeszcze nie zrozumiałeś?
– Właśnie o tym mówię.

Resztę drogi jechaliśmy w milczeniu.

Kiedy wrócono mnie do więzienia i trio się oddaliło, odezwał się do mnie jeden z pracowników „recepcji”.

– A co to za cyrk?

– Mnie też to ciekawi.
– No mówię o tych... klaunach! – skinął w stronę drzwi, za którymi zniknęli moi eskortujący.
– Jakich klaunach?
– Maski-show. Co to za idioci?
– Pan nie wie, kto przyprowadza wam osadzonych? Ja już nie wiem, gdzie tu cyrk i kto tu jest klaunem...
– No... nie mam pojęcia, – odpowiedział ponuro. – Pierwszy raz widzę tych dziwaków.
– No to znaczy, że jestem na tyle niebezpiecznym przestępcą, że przysługuje mi osobista klaunowska gwardia!

Tylko pokręcił głową.
Prowadzono mnie dalej korytarzem.

W już niemal rodzinnej celi 46 było wreszcie pusto - współosadzonego wyniesiono.

Padłem na pryczę i zacząłem próbować pojąć, co w takich sytuacjach w ogóle się robi, co i komu mówi, na co się przygotować. Przecież już za kilka godzin...
A zresztą, trzeba zadzwonić.
Dokładnie. Zadzwonić.

To przecież jedyny sposób, by skontaktować się ze światem zewnętrznym. A adwokat po sądzie powiedział, że mam do tego prawo.

Gdy otworzyło się okienko-karmnik, pospiesznie zapytałem:

– Proszę powiedzieć, a jak tu jest z telefonami?
– To już z więzienia się dzwoni.
– A ja teraz gdzie jestem?
– W więzieniu.
– No to zadzwonię?
– Nie.
– Ale przecież jestem w więzieniu.
– Nie w tym więzieniu.
– A w jakim?
– Do którego przywiozą.
– A kiedy przywiozą?

Okienko się zamknęło.

Po kilku godzinach drzwi znów szczęknęły.
Znów korytarz, w miejscowym slangu zwany prodolem.
Znów kajdanki, tym razem nie tak ciasne.

Tym razem nie byłem sam.
Obok, czekając na transport do więzienia, siedział wąsaty mężczyzna około pięćdziesiątki. Przypominał czymś listonosza Pieczkina. Tak go sobie w myślach od razu nazwałem. Siedział spokojnie, z rękami złożonymi na kolanach, patrząc w podłogę.

Tym razem odprowadzili nas zwykli policjanci do zwykłego policyjnego busa, już pełnowymiarowego.

Z tyłu znajdowały się przedziały do przewozu osadzonych: dwa skrajnie wąskie, równoległe do siebie. Trudno było to nazwać celą. Raczej długie skrzynie z ławką wzdłuż ściany i mikroskopijną przestrzenią na nogi. Pod ławką coś było, więc trzeba było trzymać stopy pionowo.

Pieczkina posadzono w sąsiednim przedziale.
Za nim, chyba, Mattiasa.

Do mnie natomiast dosadzono dobrze wyglądającego chłopaka około dwudziestu pięciu lat. Jego twarzy nie było widać z powodu ciemności. Ku mojemu zdziwieniu nie mówił po rosyjsku, choć był miejscowy.

– Cześć, za co cię? – zapytał.
– Tak... sfotografowałem pociąg.
– Ty jesteś Lew, prawda? Od razu tak pomyślałem. Siedziałem z twoim kolegą...
– I jak on?
– Chyba w porządku. Widziałem cię w sądzie, wyprowadzali cię ludzie w maskach.
– Tak, moja klaunowska gwardia. Jestem przecież szczególnie niebezpiecznym przestępcą.
– W sumie miło zobaczyć tu kogoś młodego. Wiesz, wszystko, co wiedzieliśmy o więzieniu, to kadry z amerykańskich filmów i tyle. Kto by pomyślał...
– A ty jak się tu znalazłeś?

Westchnął.

– Sprzedawałem iPhone’y. Pewnie znasz tę historię. Ale jeden z moich kolegów... partnerów, że tak powiem... No postanowił zagrać przeciwko mnie.
– Rozumiem, – skinąłem głową.

Chwilę milczał, po czym dodał:

– Tam są duże kwoty... Pięć-dziesięć lat, stary. To straszne uczucie. Po prostu nie mogę uwierzyć, że to mówię. Boże...
– Mnie też obiecują dziesięć lat, – zauważyłem nie na miejscu wesoło. – Mają obsesję na punkcie ładnych liczb.

Zamilkł, po czym cicho powiedział:

– No ale u was sytuacja jednak jest lepsza. Sąd musi udowodnić waszą winę, a ja... ja muszę udowodnić sądowi swoją niewinność.
– No tak... Ale w każdym razie, kiedy w wieku dwudziestu lat w jakiejkolwiek formie proponują ci dziesięć lat, przyjemnie nie jest, – powiedziałem, sam nie wiedząc po co.
– A policja... – mówił coraz szybciej. – Wpadli do mnie do domu dosłownie wczoraj rano. Po prostu nie wierzę w realność tego, co się dzieje. Dziś mieliśmy z dziewczyną lecieć do Hiszpanii...

Czułem, jak go to wszystko zalewa właśnie teraz, w tej trumnie na kółkach.

– Przynajmniej, jak widzisz, nie jesteś sam, – powiedziałem, choć zabrzmiało to głupio. – Wszyscy tu jesteśmy w takiej sytuacji. Ja też dziś miałem samolot do domu... ale jak widzisz...

– Jest tu tak gorąco... A przez te cholerne kajdanki nawet nie mogę zdjąć kurtki. Ta cholerna ławka... ona co, ma podgrzewanie?

Tymczasem już uwolniłem jedną rękę z kajdanek - nie były zapięte zbyt ciasno, a technikę już znałem. Zaproponowałem pomoc, ale odmówił. Bał się, że zauważą.

– Wiesz... – powiedziałem po chwili. – Wydaje mi się, że to wszystko los. Tak miało być.

Ożywił się nagle, jakby chwycił się ostatniej deski ratunku.

– Tak! Dokładnie! To próba! Życie daje nam próbę. Staniemy się silniejsi. Za rok, za pięć lat. Ale staniemy się silniejsi, tak! To wszystko... to wszystko po to, żebyśmy nauczyli się doceniać życie, wolność.
– Oczywiście, – skinąłem głową. – Przetrwamy to i wyjdziemy zupełnie innymi ludźmi. A jakimi - zależy tylko od nas.
– Cholera, stary... – mówił już niemal do siebie. – Może więzienie to najlepsze, co mogło się wydarzyć. Wielka lekcja... Tak... To musiało się stać. Na pewno.

Bus lekko szarpnął i zatrzymał się.

To było R.C.C. To samo, ryskie centralne.

Wyprowadzono mnie z autobusu jako ostatniego. Z kilkuminutowym odstępem po Pieczkinie.
Kajdanki zdjęto mi tuż przy wyjściu i niedbale rzucono do wspólnej kupy.

Poprowadzono nas wzdłuż zabudowań więziennych.

Od razu rzuciło mi się w oczy, jak wspaniała jest tutejsza architektura. Czerwona cegła, masywne mury, arkady. Wyraźny koniec XIX wieku. Wszystko wokół wyglądało bardziej jak muzeum albo plan filmowy niż działające więzienie.

W pochmurnym, ciężkim świetle korpusy wydawały się szczególnie złowrogie - i niewiarygodnie fotogeniczne.

Gdzieś za plecami zagwizdała lokomotywa spalinowa ČME3.

„Tu jest jeszcze kolej. Niesamowite. Takie miejsce - i całkowity brak kadrów. W takim świetle, a jeszcze z drona... to by było coś. I w razie czego daleko jechać nie trzeba”.

Z zamyślenia wyrwał mnie strażnik, który pchnął mnie w plecy.

– Dalej, dalej, – burknął.

Weszliśmy do półpodziemnego pomieszczenia.
W słabo oświetlonych korytarzach rysowało się kilkanaście drzwi do gabinetów. Wszystko wyglądało tak, jakbyśmy trafili do pomieszczeń technicznych na poziomie -1.

Przeszliśmy kilkadziesiąt metrów.
Kroki głucho odbijały się pod sufitem.

Zatrzymaliśmy się przy jednych z drzwi.

Strażnik otworzył je i skinął do środka:

– Wchodź.

To była cela oczekiwania.
Niewielka, betonowa, prawie pusta. Ławki wzdłuż ścian, krata na małym, mętnym okienku pod sufitem, zapach żelaza i toalety.

Zrobiłem krok do środka.

Drzwi się zatrzasnęły.
Słowa kluczowe: 2TE116, 2TE116-1060, Zima, LDZ, Łotwa, towarowy
Data: 29.12.2025 18:05
Wyświetleń: 1036
Wielkość pliku: 2.2 MB | 1800x1171 px
Dodał: Lev Pavliuk 96

Wstecz «

Dalej »


Mapa

EXIF Info
Producent: DJI
Model: FC9113
Czas ekspozycji: 1/6400 sec(s)
Wartość przysłony: F/1.8
Czułość ISO: 100
Data wykonania: 20.02.2025 11:13:39
Ogniskowa: 8.67mm

Komentarze
Tomasz Suszka



29.12.2025 21:23
Z każdym kolejnym rozdziałem historia wciąga jeszcze bardziej. Czyta się jednym tchem pomimo obszernego opisu. Masz ogromny talent! Podziwiam za tak szczegółowe zapamiętanie i opisanie najdrobniejszych szczegółów. Jak już pod wcześniejszymi rozdziałami było wspomniane - dużo przeszedłeś Lew.

Czytając całą historię od początku, najpierw wydawało się to abstrakcją jak zostałeś potraktowany przez służby. W odniesieniu do obecnej sytuacji panującej u nas w kraju, oraz doświadczeń czy też komentarza @Prof_klosa pod innym zdjęciem, Twoja historia zaczyna być ponadczasowa.

Po przeczytaniu z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Masz talent nie tylko do zdjęć ale także do pisania! :)
Lev Pavliuk 96



29.12.2025 21:51
Bardzo dziękuję za opinię! Bardzo mi miło to czytać.

Oczywiście najbardziej chciałbym, aby ten dokument nie był czymś ponadczasowym, lecz wyłącznie odciskiem tej konkretnej historii, który wkrótce straci aktualność. Niestety, sądząc po innych materiałach, które widzę na tej stronie, ta historia staje się coraz bardziej aktualna. A część więzienna, niestety, wygląda na to, że pozostanie aktualna jeszcze bardzo długo. Czytając nawet książki sprzed 150 lat o więzieniach i ludziach w nich, mam wrażenie, że ta historia nie ma końca.

Niektóre elementy tekstu, w tym koślawe postanowienie z samego początku rozdziału oraz wypowiedzi na sali sądowej, są w rzeczywistości dosłowne, choć przetłumaczone na polski. Można również ocenić to właśnie „przyznanie”, które napisałem drżącymi rękami.

photo-2025-12-29-20-38-59

Myślę, że nawet nie znając języka, wszystko jest zrozumiałe :) kiedy funkcjonariusze pytali mnie o to później, nazywałem to szyfrem szpiegowskim :D
Woit



01.01.2026 21:04
Ciężar gatunkowy opisu pod zdjęciem sprawia, że zapomina się o samym zdjęciu a to jest świetne. Cienie, dym sprawiają, że ono żyje wręcz.
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku dla Ciebie Lev jak i dla wszystkich tu zaglądających.



W poszczególnych kategoriach znajdują się zdjęcia zarejestrowanych użytkowników galerii. O zgodę na wykorzystanie zdjęcia należy poprosić konkretnego autora.

Powered by 4images version 1.8 | Copyright © 2002-2026 4homepages.de
© World Rail Photo 2005-2026 | Template by World Rail Photo 2016